Strona główna - Aktualności - Abp Nycz: Ruch franciszkański wielkim darem i bogactwem
Abp Nycz: Ruch franciszkański wielkim darem i bogactwem
13 czerwca, w uroczystość św. Antoniego w kościele franciszkanów w Warszawie (ul. Zakroczymska 1) abp Kazimierz Nycz
przewodniczył mszy św. i wygłosił homilię, którą poświęcił jubileuszowi 800-lecia Reguły św. Franciszka.„Ruch franciszkański, który wziął istotę swojego charyzmatu z Ewangelii, wprost z Ewangelii, nie zdezaktualizował się przez wieki, zawsze był Kościołowi potrzebny i był dla Kościoła wielkim darem i bogactwem, a wydaje się, że dzisiaj, kiedy rozpoczęliśmy wiek XXI zapotrzebowanie na ten ruch i wrażliwość na te idee, które głosił św. Franciszek, są jeszcze większe” – mówił z przekonaniem metropolita warszawski.
Na uzasadnienie swojej tezy przywołał autorytet Ojca Świętego. „Kiedy papież Benedykt XVI jeszcze jako kardynał, tuż przed swoim wyborem, napisał książkę Nowe ruchy w Kościele, zanim zaczął mówić o tych współczesnych ruchach posoborowych, których jest wiele w Kościele powszechnym, także w Kościele w Polsce, wrócił do źródeł, wrócił aż do początków, aż do III, IV wieku, ale najdłużej w tej książce zatrzymał się na wieku XIII, na ruchach tego wieku i wśród tych ruchów wymienił wielki ruch franciszkański jako życiodajny dla Kościoła, jako szczególne narzędzie Ducha Świętego” – przypomniał abp Nycz.
Zdaniem arcybiskupa, jubileuszowe dziękczynienie jest wspaniałym momentem do powrotu do źródeł i do jeszcze większego stawiania sobie wymagań.
Zachęcał zebranych w świątyni do robienia rachunku sumienia z ich ewangelicznego radykalizmu, ubóstwa, ascezy, samoograniczania się. Abp Nycz uznał to za wyzwanie „dla wszystkich, dla chrześcijan trzeciego tysiąclecia, dla ojców franciszkanów”.
„800-lecie dla nas dzisiaj znaczy ciągłe wchodzenie na drogę owego ewangelicznego <<tak, tak>>, <<nie, nie>>, które każe nam i prowadzi nas do takiego przyjęcia Ewangelii Chrystusa, jak to 800 lat temu uczynił św. Franciszek i jego bracia, i ten ruch” – spointował metropolita.
Poniżej publikujemy obszerne fragmenty homilii abpa Nycza.
jms
Drodzy czcigodni kapłani, szczególnie wy, ojcowie franciszkanie, obchodzący swój wielki jubileusz 800-lecia Reguły, zatwierdzenia franciszkańskiego ruchu przez Kościół. Umiłowani bracia i siostry.
Wiele jest rocznic, nad którymi warto i trzeba się pochylić, żeby podziękować Panu Bogu. Wśród tych rocznic i wśród tych ważnych jubileuszy na pierwszym miejscu jednak pozostać musi trwający jubileusz 800 lat od początku i dzień wspomnienia tego wielkiego świętego, jakim jest św. Antoni.
W tę uroczystość Kościół czyta nam Ewangelię, w której padają słowa <<tak, tak>>, <<nie, nie>> (...). Człowiek jest skłonny akceptować i przyjmować pewne rzeczy i mówić <<tak, ale>>. Szczególnie dziś to jest bardzo często spotykane: <<Przyjmuję Ewangelię, ale>>. Dlatego Pan Jezus powiedział i nam mówi dzisiaj, niech mowa wasza będzie <<tak, tak; nie, nie>>, a wszystko inne od Złego pochodzi.
Jest tu uzasadnianie jakiegoś podstawowego, ewangelicznego radykalizmu. Radykalizmu, który każe przyjąć Ewangelię w całości, a nie wybierać tylko tego, co nam się podoba. Nie wybierać tylko tego, co w danym momencie życia jest nam potrzebne. Nie czynić tego nieustannego zastrzeżenia, które czynili ludzie w historii, ale czynią także dzisiaj: <<tak, ale>>; <<Przyjmuję Boga, nie przyjmuję Kościoła>>; <<Przyjmuję w Ewangelii cały wymiar miłości, natomiast nie przyjmuję tego, co jest wymaganiem wobec mnie i wobec mojego życia>>.
Tak jest dzisiaj, tak się zdarza często, ale tak też zdarzyło się w wieku XIII, i w XII wcześniej, kiedy Ewangelia była przykrawana do ludzkich uzasadnień, i zamiast życie dostosowywać do Ewangelię i Ewangelią żyć, i Ewangelię czynić sposobem życia tych, którzy ją przyjmują, w tym czasie, kiedy Kościół był mocno zagrożony i był mocno powiązany z władzą świecką, jest czas na to, żeby wystąpił ktoś, kto w sposób zasadniczy pokaże, co to znaczy żyć Ewangelią, co to znaczy przyjąć Ewangelię na serio, zarówno w wymiarze miłości miłosiernej, w wymiarze ubóstwa, tak jak mówi pierwsze błogosławieństwo <<Błogosławieni ubodzy w duchu>> i przyjąć Ewangelię w tym wszystkim, w czym ona jest radykalna.
I w tym trudnym czasie, kiedy także brakowało <<tak, tak, nie, nie>> pojawił się ze swoją działalnością w roku 1205 św. Franciszek.
Nie wiele wiemy o jego młodości, ale wiemy, że właśnie w tym czasie lat 1205-1209 ukształtował ten wielki ruch, który szedł później przez wieki i przynosił Kościołowi wielki pożytek. Nie tylko w znaczeniu duchowym podniósł Kościół, ratował Kościół z tego swoistego marazmu, który wtedy był. Zgromadził wokół siebie braci i w 1209 r. uzyskał od papieża, który dostrzegł w tym ruchu działanie Ducha Świętego, zatwierdzenie.
Dlatego w tych latach 1205-1209 i 800 lat później, dzisiaj, w latach 2005-2009 franciszkanie wszystkich odłamów, czy wszystkich kierunków obchodzą swój wielki jubileusz i są w tym jubileuszu razem. I my jesteśmy razem z nimi, bo wiemy, że ten ruch franciszkański, który wziął istotę swojego charyzmatu z Ewangelii, wprost z Ewangelii, nie zdezaktualizował się przez wieki, zawsze był Kościołowi potrzebny i był dla Kościoła wielkim darem i bogactwem, a wydaje się, że dzisiaj, kiedy rozpoczęliśmy wiek XXI zapotrzebowanie na ten ruch i wrażliwość na te idee, które głosił św. Franciszek, są jeszcze większe.
Kiedy papież Benedykt XVI jeszcze jako kardynał, tuż przed swoim wyborem, napisał książkę „Nowe ruchy w Kościele”, zanim zaczął mówić o tych współczesnych ruchach posoborowych, których jest wiele w Kościele powszechnym, także w Kościele w Polsce, wrócił do źródeł, wrócił aż do początków, aż do III, IV wieku, ale najdłużej w tej książce zatrzymał się na wieku XIII, na ruchach tego wieku i wśród tych ruchów wymienił wielki ruch franciszkański jako życiodajny dla Kościoła, jako szczególne narzędzie Ducha Świętego.
I dlatego dzisiaj, w tym miejscu, w ramach trwającego jubileuszu od czterech lat, jubileuszu, który kończy się, chcemy razem z ojcami franciszkanami Bogu dziękować za te 800 lat, a zarazem chcemy wracać do tego źródła, do tego początku, po to, by wchodzić skuteczniej i lepiej jeszcze na drogę tego radykalizmu, który pokazał światu i Kościołowi św. Franciszek 800 lat temu, który zawsze jest potrzebny Kościołowi. Dlatego, żeby ludzie, patrząc na tych, co potrafią radykalnie żyć Ewangelią, wchodzili na drogę życia według wiary, nadziei i miłości.
Konkretnym owocem tego ruchu, jeszcze za życia św. Franciszka, znanym do dzisiaj wielkim świętym, jest św. Antoni Padewski. Młody człowiek, który w tamtym trudnym czasie Kościoła chciał Chrystusowi służyć. Wstąpił do zakonu kanoników regularnych w Portugalii i tam rozpoczął swoje kapłaństwo, ale krótko w tym kapłaństwie, w tym zgromadzeniu trwał. Usłyszał o św. Franciszku, usłyszał o jego braciach i dlatego bardzo prędko wstąpił do tego nowego zakonu, który został zatwierdzony.
Powołany, poszedł ze swoją misją głoszenia Słowa Bożego, posługi miłości miłosiernej, radykalnie pojętnej, posługi konfesjonału, poszedł do Afryki i tam zmierzył się z ludźmi, którzy nie znali Chrystusa, których chciał pozyskać dla Chrystusa i Ewangelii. Potem wrócił do Włoch. W Padwie głosił Chrystusa, tam był wszystkim dla wszystkich, tam przyprowadzał ludzi do Chrystusa i tam też w roku 1231 umarł. Rok później został kanonizowany.
Wielki święty. Wielki święty, który przyjął słowa z dzisiejszego pierwszego czytania: <<miłość Chrystusa przynagla nas>>. Skoro umarł Chrystus za wszystkich, to trzeba, żeby nikt z nas nie żył dla siebie, ale żebyśmy wszyscy żyli dla innych. Miłość Chrystusa przynaglała go do posługi słowa, które głosił, wiedziony Duchem Świętym z wielką skutecznością. Miłość Chrystusa przynaglała go do posługi pojednania ludzi między sobą, ale przede wszystkim do pojednania ludzi między Bogiem a człowiekiem. Miłość Chrystusa przynagla nas, że skoro On pojednał świat ze sobą, a nam zostawił posługę jednania, to znaczy, że my w tej posłudze jednania powinniśmy iść i przyprowadzać ludzi do Chrystusa.
I także ta wielka charytatywna wrażliwość człowieka żebraczego zakonu, który pojął nie na niby, bez żadnych ograniczeń, bez żadnych zastrzeżeń, bez żadnych <<tak, ale>> sprawę ubóstwa, tak radykalnie pojętego, żeby ludzie widząc to ubóstwo, i to nie przywiązanie do spraw materialnych, tę wolność wobec świata materialnego, zrozumieli, że warto żyć dla Tego, który jest większy, Największy. Warto tu żyć na ziemi dla Boga, aby innych do zbawienia doprowadzić.
Bracia i siostry, my dziś po 800 latach od tamtego czasu także musimy zapytać o nasze <<tak, tak>, nie, nie>>. My także musimy zapytać o nasz ewangeliczny radykalizm, czy żeśmy go nie osłodzili rozmaitymi powiedzeniami, które potrafimy do Ewangelii przykładać, żeby z jednej strony wyglądało na to, że żyjemy według Ewangelii, a z drugiej strony, żeby nie narazić się na te najbardziej wymagające stwierdzenie Ewangelii, których nie da się ograniczyć i nie da się powiedzieć: <<tak przyjmuję Ewangelię, ale>>.
To jest wyzwanie dla nas wszystkich, dla chrześcijan trzeciego tysiąclecia, dla ojców franciszkanów. To jest pytanie o ubóstwo, o nasze przywiązanie bądź nie przywiązanie do rzeczy materialnych. To jest pytanie także o to, o czym dziś dyskutuje świat. Papież często do tego wraca, mam na myśli dyskusję na temat tego powszechnego kryzysu, gdzie wśród wielu przyczyn, poza wprost ekonomicznych, poza wprost finansowych, jedną z przyczyn, wiemy to wszyscy, jest to, że człowiek w dzisiejszy zgubił słowo asceza i samoograniczenie. Chciałby wszystko mieć od razu, chciałby wszystko mieć na raz bez własnego wkładu, wysiłku, tak na kredyt.
Papież nam przypomina, nawiązując do ruchu franciszkańskiego, o naszym stosunku do spraw materialnych. I nie raz mówi papież Benedykt XVI, że jeśli wam źle brzmi słowo <<asceza>>, czyli zdolność rezygnowania z czegoś, co jest dobre, ale niekonieczne, nie pozwalające człowiekowi się rozwijając, to przyjmijcie słowo <<samoograniczenie>>.
Jeżeli człowiek chce coś w życiu naprawdę osiągnąć, do czegoś dojść, to musi umieć się samoograniczyć, żyć ascetycznie. To nie chodzi o unikanie zła, bo to jest obowiązkiem człowieka, to chodzi o umiejętność rezygnowania z czegoś, co jest dobre, ale co w danym momencie człowiekowi przeszkadza w osiągnięciu tego, co jest ważniejsze i większe. To wiedzą młodzi ludzie, którzy dla skończenia studiów rezygnują z wielu dobrych rzeczy. To wiedzą sportowcy. To wiedzą muzycy, którzy ćwiczą, grają, rezygnują z wielu przyjemności dozwolonych, dobrych, pięknych nawet po to, by osiągnąć coś większego. W ostatecznym rozrachunku po to, by być wolnym, wolnym od tych przywiązań, które człowieka wiążą i ograniczają.
I dlatego, kiedy pytamy, co znaczy to 800-lecie dla nas dzisiaj, co znaczy dla was katolików świeckich, dla nas księży, biskupów, to znaczy ciągłe wchodzenie na drogę owego ewangelicznego <<tak, tak>>, <<nie, nie>>, które każe nam i prowadzi nas do takiego przyjęcia Ewangelii Chrystusa, jak to 800 lat temu uczynił św. Franciszek i jego bracia, i ten ruch, który nie zdezaktualizował się w niczym. Ten ruch idący przez wieki ciągle nam każe wracać do początku, do źródła, do św. Franciszka i św. Antoniego, abyśmy także i my mieli tę wewnętrzną wolność, która jest owocem przyjętej Ewangelii Chrystusowej.
Amen.
